W DRODZE NA JASNĄ GÓRĘ - Teraz już wszystko z górki...

Utworzono: niedziela, 09, marzec 2014 Poprawiono: niedziela, 09, marzec 2014 Opublikowano: niedziela, 09, marzec 2014 Administrator - Sebastian Rynkowski  Drukuj  Email

Dodano dnia 09.08.2009r.


Trzeba przyznać, że kolejne dni naszego pielgrzymowania upływały w przepięknym sierpniowym słońcu, które niekiedy mocniej przygrzewało. Dlatego jak zawsze na pielgrzymce skuteczne okazują się być rady całego zastępu medycznych, którzy stale przypominają o obowiązku picia wody, zakrywania ciała, noszenia na głowie czapeczek itp. Przy więcej jak 40 km na dzień pielgrzymi łatwo ulegają odwodnieniu, stąd 3, 4 litry napojów dziennie staje się normą.


Po drodze nieustannie mijamy wiatających nas ludzi. Wielu płacze na nasz widok; pytanie: Czy ze wzruszenia czy z żalu, że tacy my biedni? Mieszkańcy często wystawiają napoje, owoce, słodycze, witając z radością kolejne grupy. Nasza iławska rodzinka często bywa nazywana szarańczą. Ze względu bowiem na swą liczebność wyróżnia się jedną ważną cechą: Zjada wszystko, co napotyka na swej drodze. Nie przejmujemy się jednak tym nowym tytułem i traktujemy go jako wyraz zawoalowanej zazdrości innych. Póki co, z lubością zdobywamy kolejne kilometry, a dziś właśnie, a więc 8 sierpnia, przekroczyliśmy psychiczną barierę 100 km dzielących nas od Jasnej Góry. W czwartek (6.08.) mijaliśmy miejscowość Świnice Warckie, w której została ochrzczona Św. siostra Faustyna. Zwiedzaliśmy także dom rodzinny Świętej. Akurat przy wejściu do Świnic zwykle oczekiwała na nas wspaniała orkiestra dęta z miejscowego OSP, ale tym razem akurat zmuszeni byli wyjechać na występ poza domem. Natomiast piątek w naszej grupie był dniem pokutnym. Uczestniczyliśmy w drodze krzyżowej, odbywaliśmy sakrament spowiedzi. Każdy także miał swoje zadanie duchowe. Mieliśmy sami dla siebie na kartkach papieru napisać te szczególne grzechy bądź grzech, które chcemy ze swego życia wyrzucić. Wieczorem bowiem podczas Apelu Jasnogórskiego przed ułożonym ze świeczek krzyżem rozpalono kadzidło po to właśnie, aby móc te swoje słabości, które od Boga oddalają, wrzucić w ogień. Był też bardzo wzruszający moment przepraszania Boga za swoje grzechy. W kościele długo jeszcze słychać było śpiew młodzieży i półszept wypowiadanych modlitw. Dzień dzisiejszy przyniósł wszystkim wielką niespodziankę. Przyjechał do nas zacny gość, któy już od lat wędrował z Pomezanią Iława: o. Kazimierz Tyberski - jeszcze do niedawna kapelan Zakłądu Karnego w Iławie. Tak naprawdę najtrudniejsze mamy już za sobą. Teraz już wszystko z górki...

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć brata Michała.(kliknij)

 

Opracował: ks. Tomasz Wieczorek

Odsłony: 1129