Ostatnia relacja z XVII Elbląskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę

Utworzono: niedziela, 09, marzec 2014 Poprawiono: niedziela, 09, marzec 2014 Opublikowano: niedziela, 09, marzec 2014 Administrator - Sebastian Rynkowski  Drukuj  Email

Dodano dnia 19.08.2009r.

opatrzona jest obszernym materiałem fotograficznym, który bardzo dobrze dokumentuje uczucia Iławiaków u kresu wędrówki.


Trzeba przyznać, że wigoru nam nie brakuje. Przedostatni nocleg w Strzelcach Wielkich już tradycyjnie stał się okazją do rozegrania meczu piłki nożnej z zaprzyjaźnioną grupą Elbląg-Północ. Wszystko dokonało się na boisku szkolnym przy aktywnym udziale zawsze wiernych kibiców. Zeszły rok przyniósł naszej drużynie sromotną klęskę, dlatego wszyscy wyczekiwali tegorocznych rozgrywek. Grupa Pomezania Kwidzyn, pomimo niskiej liczebności, włączyła się w turniej, wystawiając symboliczną reprezentację. Iławę reprezentowały łącznie 4 drużyny, Elbląg-Północ natomiast jedna drużyna podstawowa oraz druga, lekko wzmocniona klerykami ze służb pilotażu, co i tak nie uchroniło ich od porażki. Każdy z 8-minutowych meczy dostarczał naprawdę wielu wrażeń. Można sobie wyobrazić ponad 30-stu chłopa, którzy szybko zapomnieli o wędrówce i w jednej chwili ze zmęczonych pielgrzymów stali się naprawdę niezłymi zawodnikami. Że ta murawa wytrzymała..? W efekcie (pomijając szczegóły) stanęło na tym, że turniej zakończył się remisem między Iławą a Elblągiem, a obydwie drużyny bez żadnych pozameczowych „ustawek”, w niemal doskonałym pokoju rozeszły się do domu, tzn. sali gimnastycznej (tam bowiem nocowaliśmy). Zanim jednak przyłożyliśmy głowę do poduszki, jak co wieczór poszliśmy na Apel Jasnogórski, który tym razem przygotowany był przez służby pielgrzymkowe, a więc: lekarzy, siostry zakonne, księży i kleryków. W rozważaniu ks. Kierownik zaznaczył, że nasza pielgrzymka trwa nieustannie, a nasze dojście do Częstochowy otwiera kolejny jej rozdział. Święta prawda… Przedostatni dzień zawsze zachwyca nas bardzo nietypowym miejscem - szczególną wioską ukrytą w środku lasu, malowniczo położoną nad rzeką Wartą. Nie ma tu sklepów, nie ma żadnych udogodnień, a mimo wszystko Orczuchy, do których dotrzeć można jedynie polną drogą, słyną z gościnności. Na kilka godzin w roku, z małej, liczącej około 30 mieszkańców osady, stają się niemal metropolią, przyjmującą wygłodniałych pielgrzymów. Tutaj bowiem zatrzymujemy się na obiad. Pątnicy zajmują stodoły, sady, gospodarstwa i łąki, szukając choć na krótką chwilę upragnionego wypoczynku. Ostatni wieczór (Ostrowy nad Okszą) to ostatnia wspólna chwila refleksji przy ognisku, którego strażnikiem oficjalnie mianowano brata Kostka. W tym roku przed doświadczonymi wygami, którzy na pielgrzymce zdarli już niejeden sandał, stało nie lada wyzwanie. Bo oto nadszedł moment tradycyjnego chrztu „pierwszaków”, których mieliśmy prawie 80-ciu. W tym miejscu zmuszony jestem pozostawić pewną lukę w opisie, ponieważ pewnie bym zgrzeszył, zdradzając prastary, praktykowany od wieków obrzęd inicjacji, po której kalafior staje się prawdziwym pielgrzymem Pomezania Iława. Mogę tylko podsumować, że w tym roku na szczęście wszyscy „ochrzczeni” przeżyli… 11 sierpnia przywitał nas deszczem, dlatego trudno nam było usiedzieć na tzw. „przeprośnej górce”. To swoisty moment podziękowań wszystkim, którzy pomagali w czasie pielgrzymki i przeprosin za wszystko, co było nie tak. Jest okazja by się wyściskać, powymieniać adresami (tudzież nr tel czy gg), razem pośpiewać. Każdy funkcyjny, a było ich trochę, otrzymał coś na pamiątkę. Furorę zrobiły lakierowane deseczki św. Maksymiliana ze Zduńskiej Woli. Postój przed Jasną Górą przyniósł wielką niespodziankę.


Wraz z nami na tę ostatnią prostą wyruszyli duchowi pielgrzymi z Iławy, którzy celowo przyjechali autokarem. Trzymając w ręku róże, jako symbol duchowego piękna, ale i trudu, razem wchodziliśmy do Częstochowy. Osobiście ucieszył mnie jeden bardzo ważny fakt: 112 pielgrzymów naszej grupy w tym dniu podjęło wielkie dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego, którego zasady 9-miesięcznej modlitwy znają wtajemniczeni. To bardzo konkretny owoc i wielka zasługa przed Bogiem. Jest i wiele innych rzeczy, za które można być wdzięcznym miłosiernemu Bogu, a które tu i tak nie sposób wymienić. Najważniejsze jednak cuda zawsze dokonują się w sercu ludzkim, więc niech te serca od tej pory bardziej jeszcze biją rytmem Bożym. Chwała Panu! I do zobaczenia na pielgrzymim szlaku.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć brata Michała.(kliknij)

 

Opracował: ks. Tomasz Wieczorek

Odsłony: 1042