Rozmowa z ks. Piotrem Olechowskim, wikariuszem naszej parafii.

Utworzono: niedziela, 09, marzec 2014 Poprawiono: niedziela, 09, marzec 2014 Opublikowano: niedziela, 09, marzec 2014 Administrator - Sebastian Rynkowski  Drukuj  Email

 

Grzegorz Olszewski: Jako neoprezbiter, jak ksiądz wspomina czas spędzony w seminarium?

Ks. Piotr Olechowski: Seminarium Duchowne to czas bardzo wyjątkowy, który pozwolił mi na zmianę swojego życia, zbliżenie się do Pana Boga, poznanie samego siebie i spojrzenie na różnego rodzaju problemy i radości z trochę innej strony. Oczywiście te 6 lat seminarium Elbląskiego wspominam bardzo dobrze, między innymi dlatego, że poznałem bardzo wielu wyjątkowych ludzi i kapłanów, którzy w różnym stopniu stali się dla mnie wzorami postępowania w mojej drodze do święceń i teraz już jako ksiądz. Mogło by się wydawać, że to długi czas, ale z perspektywy czasu widzę, że wszystko szybko minęło i nie żałuję ani jednej chwili spędzonej w tamtym miejscu.

G.O.: Czy pełnił ksiądz jakieś specjalne funkcje w seminarium? Czy uczęszczał ksiądz do chóru czy zespołu seminaryjnego?              

Ks. P. O.: Od drugiego semestru pierwszego roku pełniłem funkcję seniora roku a później byłem seniorem seminarium. Jest to funkcja reprezentacyjna, polegająca między innymi na składaniu życzeń przełożonym naszego seminarium, pracownikom czy wreszcie innym osobom związanym z tamtym miejscem. Zadaniem seniora było również wyznaczanie dyżurów tygodniowych wszystkim klerykom, polegających na sprzątaniu seminarium. Inne zadania – to wyznaczanie dyżuru na furcie czy tzw. prasówki (relacje z dzienników, które prenumerowało seminarium). Przed świętami Wielkiej Nocy czy Bożego Narodzenia senior miał za zadanie wysyłanie około 1200 listów z życzeniami do Przyjaciół seminarium. Każdy senior na rozpoczęcie roku akademickiego przygotowywał przemówienie inauguracyjne, które wygłaszał przed Biskupem Elbląskim, przełożonymi seminarium, klerykami i różnymi znamienitymi gośćmi zaproszonymi na tę uroczystość. Jako wice senior mieszkałem z ks. Piotrem Szafrańskim, więc znamy się nie od dziś. Uczyłem się od Niego w jaki sposób dobrze wypełniać funkcję seniora seminarium. Bardzo mile wspominam ten czas, bo z ks. Piotrem współpraca przebiegała pomyślnie i udało nam się nawiązać dobrą znajomość.

W seminarium pełniłem kilka funkcji. Tak się złożyło, że byłem ogrodnikiem seminaryjnym. Opiekowałem się w tym czasie ogrodem i kwiatami znajdującymi się w salach wykładowych i na korytarzach. W seminarium jest również funkcja tzw. Pralniczego, osoby opiekującej się pralnią z której korzystają wszyscy klerycy. Dzięki temu obsługa pralki nie jest mi obca.

Bodaj od III roku byłem odpowiedzialny za sprzęt nagłośnieniowy. Na początku za nagłośnienie Drogi Krzyżowej ulicami miasta Elbląga, czy przemarszami dla uczczenia osoby Jana Pawła II. Kiedy zakupiono do seminarium nagłośnienie estradowe o mocy prawie trzech tysięcy Wat, stałem się akustykiem. W tym czasie nagłaśniałem wiele koncertów zespołu seminaryjnego Immaculate Vox, który grał koncerty promujące naszą płytę w różnych miejscowościach naszej diecezji. Miałem też okazje do nagłośnienia koncertu akustycznego Darka Malejonka znanego z takich zespołów jak: Maleo Reggae Rockers; 2Tm2,3; Izrael; Armia; Houk; Arka Noego. Kilka razy nagłaśniałem również nasze diecezjalne zloty młodzieży w Świętym Gaju.

Od pierwszego roku w seminarium śpiewałem również w chórze seminaryjnym w najniższych głosach, czyli w II basie, tam też spotykałem się z ks. Piotrem Szafrańskim bo i on śpiewał w tym samym głosie. Kiedy ks. Piotr Towarek odkrył, że jest grupa kleryków z którą można by było nagrać płytę, poprosił mnie o to czy podjąłbym się nagrania. Zgodziłem się i powstała płyta z melodiami Psalmów responsoryjnych, fragmentami akatystu, melodiami do próśb modlitwy wiernych i Orędziem Wielkanocnym. Nie śpiewałem na tej płycie, ale zająłem się innymi elementami takimi jak nagranie, montaż utworów, zaprojektowanie okładki i produkcją ponad sześciuset egzemplarzy płyty.

Zaangażowany byłem również w kilka wspólnot, w których w miarę możliwości i czasu starałem się uczestniczyć. Działałem jako Honorowy Dawca Krwi, również w duszpasterstwie więziennym (areszt śledczy w Elblągu), także w Odnowie w Duchu Świętym (Siloe) i od czasu do czasu pisałem artykuły do Myślnika Kleryckiego (gazetka Wyższego Seminarium Duchownego).

G.O.: Zauważyłem, że z księdza rocznika w seminarium najmniej osób ukończyło naukę – były to tylko cztery osoby. Jak to się stało?

Ks. P. O.: Zaczynało nas dziesięciu, ale tak jakoś się poskładało, że ze starego składu, kurs ukończyło nas tylko trzech, bowiem jeden z obecnych neoprezbiterów doszedł do nas na początku III roku. Pozostali w różnych latach stwierdzili, że kapłaństwo to nie ich powołanie i odeszli. Niektórzy są już mężami, a niektórzy wciąż poszukują. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, dlaczego odeszli. Najwyraźniej nie mogli się odnaleźć w rzeczywistości seminaryjnej, a później kapłańskiej. Wierzę, że są teraz szczęśliwi, jak ja z obranej dogi życiowej.

G.O.: Wiem, że pochodzi ksiądz z południa Polski, z diecezji tarnowskiej. Jest to również rodzima diecezja naszego księdza Proboszcza. Czy wiedział ksiądz o tym przed tym, jak ksiądz trafił do naszej parafii?

Ks. P. O.: Rzeczywiście pochodzę z południa Polski, z przepięknie położonej miejscowości Kowalowa. Moja rodzinna miejscowość znajduje się na Pogórzu Ciężkowickim, który w łączony jest w Pogórze Karpackie. Cała miejscowość znajduje się w Krajobrazowym Paśmie Brzanki. Panoramy rozciągają się na przepiękne widoki. Przy ładnej pogodzie można zobaczyć pasma Tatr.

Kowalowa leży też niedaleko rodzinnej miejscowości ks. Proboszcza, bo w oddaleniu około 70 km. To bardzo podobne tereny pod względem ukształtowania powierzchni. Kiedy dowiedziałem się, że Biskup Jan skierował mnie do Iławy, do naszej parafii, wiedziałem, że ks. Proboszcz pochodzi z diecezji tarnowskiej, jednak nie wiedziałem z jakiej miejscowości. Pierwszy raz w życiu spotkaliśmy się w lipcu, kiedy przyjechałem się przedstawić.

G.O.: No właśnie, a jak to się stało, że trafił ksiądz do diecezji elbląskiej? Przecież to szmat drogi.

Ks. P. O.: Miałem już za sobą rok seminarium duchownego w Tarnowie, gdzie doszedłem do wniosku, że nie chce być księdzem i odszedłem. W przerwie zanim trafiłem do Elbląga, pracowałem fizycznie w firmie, która budowała z konstrukcji stalowych supermarkety, magazyny i tym podobne. Powołanie ciągle „nie dawało mi spokoju” i ciągle myślałem o tym żeby wrócić do seminarium. Postanowiłem więc, że będę szukał seminarium, które by mnie przyjęło. Długo nie musiałem szukać bo trzy seminaria z pięciu, do których starałem się dostać wyraziły pozytywną odpowiedź. Szukałem też takiego miejsca, żeby moje ręce były potrzebne do pracy, a nie tylko żebym był księdzem na papierku. Do Elbląga trafiłem właśnie z takiego powodu, gdyż wiedziałem, że tu jest mało powołań i brakuje księży. Drugi powód był bardzo prozaiczny: do Elbląga miałem dobre połączenie pociągiem. Teraz w naszej diecezji czuję się jak u siebie i nie odczuwam tego, że dom rodzinny leży kilkaset kilometrów stąd.

G.O.: Ksiądz Biskup zadecydował, że przydzieli księdza do naszej parafii. Jak ksiądz przyjął tego rodzaju dekret? Znał ksiądz naszą parafię wcześniej?

Ks. P. O.: Decyzję Księdza Biskupa przyjąłem bardzo spokojnie. Wiedziałem, że jest to parafia mająca bardzo dobrą opinię w diecezji, dlatego nie odczuwałem nic niepokojącego. Cieszyłem się, że znów będę mógł współpracować z ks. Piotrem Szafrańskim. Martwiłem się tylko tym, że może sobie nie poradzę na tak dużej parafii, ale dziś już wiem, że jeśli coś, to zawsze mogę liczyć na ks. Sylwestra i ks. Piotra. Przed dekretem kierującym mnie do naszej parafii byłem tu tylko raz, kiedy ks. Tomasz Wieczorek zaproponował mi wyjazd z maturzystami do Częstochowy na czuwanie. Pamiętam, że byłem w lekkim szoku, gdy zobaczyłem jak dużo młodych ludzi brało udział w tej pielgrzymce, znając realia Elbląga, gdzie pracuje się bardzo trudno.

G.O.: Czy już przez te prawie dwa miesiące zdążył się ksiądz u nas „zadomowić”?

Ks. P. O.: O tak, choć ciągle uczę się tutejszej parafii. Wszyscy są dla mnie bardzo życzliwi i to bardzo pomaga w zadomowieniu się w parafii i w mieście. Już teraz mogę spokojnie powiedzieć, że bardzo mi się tu podoba i że jestem szczęśliwy.

G.O.: Jak brzmi księdza motto kapłańskie?

Ks. P. O.: Moje motto pochodzi z Pierwszego Listu do Koryntian 9, 16, a brzmi ono: „Biada mi gdybym nie głosił Ewangelii”. Te słowa są dla mnie bardzo ważne i, że tak się wyrażę, chodziły mi po głowie już od prawie dwóch lat. Pierwszy raz usłyszałem je w sercu podczas rekolekcji zatytułowanych: Kurs Świętego Pawła. Tam bardzo wiele czasu poświęcano na zapalenie w sercu zapału do głoszenia Ewangelii Bożej. Wtedy jeszcze nie myślałem, że staną się one dla mnie tak ważne, że umieszczę je na obrazku prymicyjnym i że staną się moim mottem dla posługi kapłańskiej. To przyszło z czasem, ale za to bardzo wyraźnie, dlatego nie miałem wątpliwości jakich słów użyć.

G.O.: Czy trudno wprowadzać je w życie?

Ks. P. O.: Jak każde słowa z Ewangelii tak i te nie są łatwe do wprowadzenia w życie. Szczególnie dlatego staram się przykładać do tego, aby katecheza czy kazania, które są formą głoszenia Ewangelii były jak najlepiej przygotowane. W końcu takie słowa zobowiązują do czynu, nie tylko pustych deklaracji. Też sami państwo musicie ocenić, czy rzeczywiście moje motto życiowe jest w miarę możliwości realizowane, czy też zaniedbywane i spychane w kąt. Macie w tej kwestii najlepszy ogląd bo ja mogę być zbyt subiektywny w ocenie.

G.O.: Czy uczy ksiądz w szkole?

Ks. P. O.: Tak. Uczę w gimnazjum nr 2. Po tych kilku tygodniach zaczynam odnajdywać się w rzeczywistości szkolnej. Cieszę się, że to gimnazjum, choć katechizacja młodych ludzi w ich wieku nie jest łatwa. Powierzono mi uczniów z trzech oddziałów klas drugich i jeden odział klasy pierwszej. W tym miejscu pozdrawiam moich uczniów. Wspaniałe w mojej szkole jest też grono nauczycieli, bardzo życzliwych i pomocnych w każdej sytuacji. W pokoju nauczycielskim czuję się dobrze, a nie jak to czasem bywało w innych szkołach jak intruz. Jeżeli miałbym możliwość zmiany szkoły od zaraz to na pewno nie zrobiłbym tego bo ich po prostu polubiłem. Cenię sobie to, że można czuć się w ich towarzystwie luźno.

G.O.: Czy w wieku młodzieży gimnazjalnej ksiądz się najbardziej odnajduje, czy nie ma to dla księdza większej różnicy?

Ks. P. O.: Nie mam sprecyzowanego wieku młodzieży, z którą chciałbym pracować. Lubię ich w każdym wieku. Im starsi – tym poważniejsze problemy i decyzję, ale tej młodszej części trzeba starać pokazywać się dobre wzorce, dobre zachowania. Myślę, że potrafię się z nimi dogadywać.

G.O.: Każdy wikary w naszej parafii ma zlecone przez księdza Proboszcza pewne obowiązki. Jak to jest w księdza przypadku?

Ks. P. O.: Mnie ks. Proboszcz powierzył ministrantów. Czas pokaże, co uda mi się z nimi zrobić. Dopiero zaczynamy się poznawać, a chłopcy budzą się ze snu wakacyjnego.

G.O.: Zmieniając temat, nasi czytelnicy na pewno chcieliby znać księdza hobby, zainteresowania.

Ks. P. O.: Moim szczególnym zainteresowaniem jest filatelistyka. Zgromadziłem jak do tej pory sporo znaczków pocztowych. Lubię poszukiwać wyjątkowych egzemplarzy i przyglądać się zawartej w nich historii. Kiedyś też zajmowałem się numizmatyką, ale od kilku lat zawiesiłem to hobby, choć nie mówię, że już do niego nie wrócę. Do zainteresowań na pewno można też zaliczyć muzykę. Nie umiem grać ani komponować, ale uwielbiam słuchać. Zaznaczam, że nie tylko muzykę związana ze środowiskiem kościelnym. Jednak do niej chciałbym nawiązać, ponieważ poszukuję i wybieram sobie takie utwory komponowane najczęściej przez szkołę dominikańską, które rzeczywiście skłaniają człowieka do modlitwy. Lubię modlić się śpiewem. Muzyka, od kiedy trafiłem do seminarium, stała się mi bardzo bliska jako szczególna liturgia. Dlatego też zależy mi na tym, aby w parafii śpiewy wykonywane podczas Mszy Świętych były jak najpiękniejsze. W naszej parafii to już zastałem na wysokim poziomie z czego bardzo się cieszę. Zamiłowanie do muzyki poszerzyła również moja praca magisterska, która była z nią związana.

G.O.: Wiem, że w seminarium zajmował się ksiądz różnymi sprawami technicznymi. Na czym one polegały?

Ks. P. O.: Jak już wspominałem byłem akustykiem, ale też i można by rzec elektrykiem i  elektronikiem. W końcu skończyłem w tym kierunku szkołę zawodową, a potem technikum. Często dokonywałem drobnych napraw. Przygotowywałem okablowanie dla naszego zespołu seminaryjnego. Kilkaset metrów kabli z różnego rodzaju końcówkami potrzebnym do podłączenia mikrofonów i sprzętu akustycznego. Oprócz tego Bóg dał mi zdolność sprawnej obsługi komputera. W seminarium obsługiwałem programy graficzne takie jak Corel 12 czy Photoshop cs 2-3. Są to skomplikowane programy; pierwszy do grafiki restartowej; drugi do zdjęć. Do tego nauczyłem się też dość dobrze obsługi programów do obróbki i montażu muzyki, tzw. stoły mikserskie. Dlatego tez przygotowywałem życzenia dla seminariów duchownych i innych wspólnot, plakaty, okładki płyt, obrazki prymicyjne czy innego typu graficzne opracowania.

G.O.: Kończąc, czy chciałby ksiądz jeszcze coś dodać? Może życzyć coś czytelnikom Albertówki?

Ks. P. O.: Wszystkim czytelnikom chciałbym życzyć: świętości, takiej prawdziwej, osobistej a nie pseudo naśladowania innych świętych. Jesteście indywidualni więc bądźcie świętymi tam, gdzie pracujecie, odpoczywacie i żyjecie na co dzień. Pozdrawiam wszystkich parafian bardzo serdecznie i mam nadzieję, że nie jestem już dla was tak obcy i daleki. Trochę mnie już znacie. Szczęść Boże!

 

Dziękuję za rozmowę.

Grzegorz Olszewski

Odsłony: 2071